Ile naprawdę jest warta bluzka za 20 zł?

Jeden z największych odzieżowych gigantów wypuścił ostatnio kampanię promującą najnowszą kolekcję kostiumów kąpielowych.  Pewnie nie odbiłaby się tak dużych echem w mediach społecznościowych, gdyby nie fakt, że modelki nie zostały wyretuszowane.  Ale jak to? Marka odzieżowa pokazała, że kobiety mają fałdki na brzuchu, gdy siedzą, rozstępy i cellulit?

Zachwytom nie było końca. W końcu prawdziwe kobiety! Moda stawia na naturalność, tak trzymać!

Że co?

Bez Photoshopa, czyli bez ściemy?

Obniżyliśmy swoje wymagania wobec firm do minimum czy po prostu nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak działają? Czy zachwycalibyśmy się kampanią tak bardzo, jak teraz, gdybyśmy zdawali sobie sprawę z tego, jakimi wartościami firma kieruje się naprawdę? To bardzo ładnie z ich strony, że chcą dla nas, potencjalnych konsumentów, dobrze. Pokazują nam, że nie tylko my mamy fałdki, cellulit i rozstępy. Naprawdę przemiło, że starają się być bardziej wiarygodni i zjednywać nas sobie jeszcze bardziej. W końcu ich utrzymujemy. Tylko pytanie – co mają powiedzieć kobiety, które dla nas te ubrania szyją?

Urągające warunki pracy

Kim są te drugie? Większość z nich pochodzi zapewne z biedniejszych części Azji lub Afryki. Harują od świtu do nocy za pieniądze, z których nie są w stanie zapewnić sobie i rodzinie godnego bytu. Narażają zdrowie i… życie. Dlaczego? Nie mają wyboru, lepszych perspektyw. A zachodnie korporacje umiejętnie to wykorzystują dla własnych zysków. Rozbudowują kolejne fabryki, zatrudniają coraz więcej kobiet i prowadzą do tragedii, jakich przemysł tekstylny jeszcze nie widział.

Źródło: rijans (Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.0.)

Takich, chociażby jak ta, która miała miejsce kilka lat temu w Bangladeszu. Zginęło w niej ponad 1000 osób, a 2500 zostało rannych. Powodów tego tragicznego zajścia jest mnóstwo i wynikają z siebie nawzajem. Ktoś zbudował wątpliwej konstrukcji budynek. Ktoś dostał w łapę, inny dobudował nielegalnie jeszcze kilka pięter. A potem jakoś poszło.  Wystarczyło zainstalowanie w budynku kilku ciężkich sprzętów, wprawienie go w niebezpieczne wibracje i tragedia gotowa. Fabryka złożyła się jak domek z kart. Czy można było temu zapobiec? Tak. Pracownicy już wcześniej zauważyli pęknięcia w budynku. Zagrozili nawet, że nie przyjdą do pracy. A potem pracodawca zagroził im, więc przyszli i już z niej nie wyszli.

Wykorzystywanie dzieci

W takim razie… co z dziećmi, gdy rodzice ciężko pracują w fabrykach odzieży lub giną pod ich gruzami? Nic, bo to nie są dzieci. To wyjątkowo młodzi dorośli, którym dzieciństwo odebrano. W Bangladeszu, Chinach, Kambodży czy Turcji wykorzystywanie dzieci do ciężkiej,  niewolniczej pracy jest na porządku dziennym. Już nawet dwunastolatki zamiast cieszyć się beztroskim dzieciństwem, wdychają niebezpieczne chemikalia.  Nie dlatego, że chcą. Raczej dlatego, że muszą. Inaczej ich rodziny by nie przeżyły.

Gigantyczna nadprodukcja

Tylko po co to wszystko, skoro większość produkowanych ubrań trafia na wysypiska śmieci, a zaledwie 1-2% do secondhandów? Jeśli bluzkę, sukienkę czy spodnie nosimy zaledwie przez jeden sezon? Podążamy ślepo za trendami, które mijają szybciej niż pory roku. Kupujemy, wyrzucamy i znów kupujemy. A historia ubrań zatacza koło. Wracają tam, skąd przyszły. Mieszkańcy najpierw je szyją, a potem patrzą, jak tonami wracają na wysypiska. My ich już nie chcemy, nie potrzebujemy. Poprawiły nam humor raz i to wystarczy. Pora sięgnąć po coś nowego.

Tylko za jaką cenę? Ile jest dla nas warte zdrowie i życie drugiego człowieka?

20 zł na wyprzedaży?

Secured By miniOrange