Jak smakuje prawdziwa wolność?

Teodorówka, mała wieś, jedna z trzech w Polsce o tej nazwie. Zupełnie jak ta w gminie Dukla, o której Stasiuk pisał, że stamtąd nie ma “już dokąd pojechać. […] można tylko wracać”. Ona jednak do takiego miejsca przyjechała. Po spokój, ciszę, harmonię. Bez wielkich oszczędności i planów. Perspektyw na znalezienie pracy w okolicy. Atrakcji, do których tak ciągnie młodych. Poza lasami, łąkami nie ma tu nic. I jednocześnie jest wszystko. Prawdziwe życie.

Druga klasa podstawówki, jesień 2003 roku. Wróciliśmy z rodzicami na wieś. Szkoła. Nowa i jednocześnie stara. Twarze, które niby kojarzę, ale muszę poznać na nowo. Wychowawczyni, którą znam z opowieści. No i sweter w literki, w którym zostałam posadzona w ławce razem z Wojtkiem, którego gadulstwo mnie początkowo onieśmielało. Dziesięć lat później podczas licealnych lekcji historii okazało się być natomiast wybawieniem – nie umarłam dzięki niemu z nudów. Oprócz nas w klasie znajdującej się w przedwojennym budynku z czerwonej cegły było jeszcze 20-25 innych osób, w tym drobna dziewczynka w okularach, z którą od razu miałam na pieńku.

Powiedziałabym, że nie wiem czemu, ale odkryłyśmy to w szóstej klasie podstawówki, gdy nasze losy zaczęły się przeplatać, bo znowu wylądowałyśmy razem w klasie. Wyszło na to, że pod wieloma względami byłyśmy po prostu bardzo podobne.

Nikola. Dziewczynka, której tak nie lubiłam, a która kilka lat później stała mi się bardzo bliska. Zawsze miała zdolność do nawiązywania kontaktów, każdą wolną chwilę chciała spędzać poza domem i… potrafiła z sekundy na sekundę wywrócić swoje życie do góry nogami. Zmienić zdanie, bo tak jej podpowiadało serce. Dziś siedzi przede mną, choć nie realnie. Ona w Teodorówce, a ja w Toruniu. Łączymy się przez Whatsapp.

Uśmiecha się do mnie z kuchni starej chaty. Domów takich jak ten jest tu wiele. Ojcowizny. Ślad po tych, co tu byli, ale nikt nie chciał już być po nich. Stół, trochę starych mebli, okna, przez które wpada poranne słońce. Sadzonki na parapecie. Wanna w tle. Bojler, dzięki któremu mają ciepłą wodę. Dalej sypialnia i graciarnia. Toalety jako takiej brak. Radzą sobie bez niej. Mają siebie, ten dom (choć tylko na użytkowanie za kilkaset złotych miesięcznie), zabudowania wokół, w których niegdyś zapewne piętrzyła się słoma, słuchać było pianie koguta czy muczenie krowy. Mają też widok niemalże na całą wieś. Niezmącony niczym krajobraz. Żadnej fabryki, dróg szybkiego ruchu, warstw smogu. Jedynie łąki, pola i drzewa. Czy człowiekowi trzeba czegoś więcej?

Plan na życie, na dziś

Pytać Nikolę, co będzie robiła jutro, za tydzień, za rok to jak wróżyć z fusów. Zdawałoby się, że jeszcze wczoraj studiowała filologię polską, którą szybko porzuciła na rzecz ochrony środowiska. Studia ukończyła, jednak tkwienie od lat w tym samym miejscu ją uwierało. Zrobiła prawo jazdy. Zaczęła wyjeżdżać, podróżować. Małe festiwale, Bieszczady, spanie na dziko. Jedna fraza wpisana w Google: “eko wioska wolontariat”, która zmieniła wszystko. Wolontariat bowiem przedłużył się z tygodni do miesięcy. Miesiące z kolei zamieniły się w lata spędzone na permakulturowym siedlisku.

 – Jak można 200 zł wydać na bluzkę? – dziwiła się, gdy rozmawiałyśmy kilka lat temu. Ja bym za to miesiąc przeżyła. Jedzenie jest przecież na wyciągnięcie ręki – tak został stworzony ten świat, byśmy potrafili w nim przetrwać – bez krzywdzenia innych. Lasy i łąki pełne są jadalnych roślin. Kaszę można za grosze kupić prosto od rolnika. A reszta? Wystarczy coś czasem dokupić lub… znaleźć. W Polsce rocznie marnujemy 9 milionów ton żywności. Wyrzucają markety, wyrzucamy my – zwykli ludzie, którzy zwyczajnie kupują za dużo.

 – Wiesz, ile dobrego jedzenia można znaleźć za sklepami wieczorem? Boję się nawet o tym myśleć, a co dopiero odpowiadać. Wyręcza mnie, pokazuje mi soki z aronii, które przywieźli z miasta ostatnio. Niby dzień po terminie, ale przecież takie rzeczy się tak szybko nie psują. Na śmietniki trafiają też tony owoców, warzyw. Tych zdatnych do spożycia. Czemu zatem znalazły się na śmietniku? Przestały być nieskazitelne jak nasze wszystkie wzorce kulturowe. Zabawne, że dotyczą nawet tego, co jemy. Skóra musi być jędrna. Znamiona? Niedopuszczalny defekt. Czy nadal mówimy o warzywach i owocach? Wystarczy spojrzeć na pomidory i banany, które trafiają na marketowe śmietniki, by się przekonać.

Wyglądają normalnie, o ile jeszcze pamiętamy, czym jest normalność.

A rozrywka? Zależy, jakiej oczekujesz. Możesz uprawiać sport, pielęgnować ogródek, tańczyć przy ognisku lub… pisać wiersze. Możesz robić, co tylko chcesz.

Poetyckie związki

A skoro jesteśmy już przy pisaniu wierszy, to nie wiem, czy były takie czasy, w których Nikola ich nie pisała. Tworzą z poezją bardzo silny związek. Raz mają się dość, a innym razem uzupełniają się wzajemnie,  przenikają, tworząc spójną całość. Pytam, jak jest teraz. Wiem, że dużo pisze. Sęk w tym, że są to zupełnie inne wiersze niż kiedyś.

Przed laty były plastrem na złamane serce, nośnikiem uczuć, wyrazem nieszczęścia. Dziś też opisują relacje, ale te budowane z… naturą. Wersy przepełnione wdzięcznością, miłością, zmysłowym czuciem świata.

Zieloność liścia,
geometria kropli wody,
ciepło słońca.

Matka Ziemi tuli
i wytula
ramionami drzew.

Nie bój się Człowieku,
Ona chce Cię przytulić.
Ziemia na stopach
Ziemia pod stopami.
Znikam.
Wracam do źródła. 

 

~ Nikola (wy_twory_mocy)

Może tak już jest, gdy jesteś w momencie życia, który daje Ci maksymalne szczęście?

Natura każe tworzyć

Być z nią, a nie przeciwko niej, a wtedy wszystko przebiega jak należy. Żyć w zgodzie z naturą – tą otaczającą i własną. Nawet jeśli innym wydaje się to irracjonalne. Budzić się, gdy wstaje słońce. Robić to, na co pozwala pogoda. Oddychać pełną piersią i… działać.

Jak można zarabiać, żyjąc w ten sposób? Część osób wyjeżdża na jakiś czas za granicę. Pracują miesiąc, dwa lub trzy, zarabiają większe pieniądze, a potem wracają tutaj i po prostu cieszą się prostym życiem. Wynajem domu takich jak ten oscyluje w granicach 200-500 zł. Jeśli dom jest w kiepskim stanie, to i za darmo można parę miesięcy pomieszkać. Zrobić porządki wewnątrz i na zewnątrz. Naprawić kilka rzeczy. Zadbać o ogród, a potem zbierać z niego plony.

Można też inspirować się tym, co wokół. Tworzyć naturalne kosmetyki, obdarowywać nimi znajomych, a jako zapłatę otrzymywać to, co im samym udało się stworzyć. Pełna kooperacja oparta na zaufaniu.

– Ludzie nas tu bardzo lubią. Rzadko się zdarza, żeby młodzi chcieli na wsi mieszkać, pracować w ten sposób, ziemię uprawiać. Sąsiad jak trzeba traktor pożyczy, a my mu potem w czymś pomożemy. Da się, trzeba tylko być dobrym dla ludzi. Tylko i aż.

Nikola oprócz zbierania ziół, uprawy współrzędnej roślin, tworzenia domowych kosmetyków i pisania wierszy, robi też biżuterię. Bransoletki, kolczyki, naszyjniki, stworzone są w konkretnej intencji. Kwarc różowy wzmacnia miłość własną i samoakceptację. Agat dodaje harmonii, pozwala wyrażać siebie. Hematyt z kolei to kamień wojowników.

–Jak działają te kamienie, wierzysz w ich moc? Pytam i zastanawiam się, ile jest w tym prawdy, kosmicznej energii, a ile naszych własnych przekonań.

–Można  wierzyć w moc i działanie kamieni, a można po prostu taką biżuterię nosić jako amulet. Uzupełnienie tego, czego nam brakuje. Wsparcie odwagi, samoakceptacji. 

Moją szczególną uwagę przykuwa kłokoczka. Nie kamień, lecz nasiono.

Taką kobieco-męską bransoletkową parę wykonałam ostatnio na zamówienie. Z intencją Odwagi i Ochrony. Magiczne nasionko kłokoczki umacnia każdą intencję. To dar od Ziemi, który ma moc spełniania pragnień i jak na paciorek przystało modlitw słucha i umacnia ducha.

 

~ Nikola (wy_twory_mocy)

Nigdy o kłokoczce nie słyszałam. Sprawdzam, jaka jest jej historia. Trafiam na artykuł Łukasza Łuczaja. Roślina magiczna, dobrze znana w folklorze polskim.

ludzie niektórzy paciorki sobie z tych ziarek działaią, powiadaiąc, iż kto ie przy sobie nosi takowemu piorun, ani żadne czary szkodzić nie mogą

 

~ Piotr Krescentyn (1549)

Nasiona brunatne i połyskuiące się doyrzewią w Październiku, służą często do robienia paciórek i w takiem użyciu, z kraiów wschodnich, w mnogiey ilości i do nas się dostawały.

 

~ Maria Gostyńska (1962)

Wychodzi na to, że w 2020 roku wciąż niezmiennie potrzebujemy amuletów. Czegoś co doda nam mocy, sprawczości. Wykonanego z konkretną intencją, w konkretnym celu.  Wyjątkowego i niepowtarzalnego. Wymykającego się spoza jakichkolwiek ram. Zachowującego ponadczasowość. Aktualnego dłużej niż globalnie panujące trendy.

Nie zapomnij żyć

…a tych jest sporo. Mówią nam, jak mamy żyć, jakie rozwiązania wybierać. Jaki styl życia prowadzić, a jaki nie. Jak zaplanować dzień, tydzień, miesiąc, rok. Rozbudzają w nas potrzeby, o które sami byśmy się nie podejrzewali. Zasługujesz na nowe szpilki, sukienkę, drogie wakacje. Samochód prosto z salonu. Mieszkanie w drogiej dzielnicy – 30 metrów kwadratowych za pół miliona i kredyt na tyle samo lat. Jesteś tego wart, prawda?

Zamknij oczy.

Wdech.

Wydech.

Czy pamiętasz jeszcze czym jest i jak smakuje wolność?

Rosa na bosych stopach.

Domowy chleb z masłem.

Spokój ducha.

Prawdziwe życie. Bez metek, terminu przydatności i nadmiernych oczekiwań.

Bycie.

Secured By miniOrange