Piekło kobiet

Pamiętam, jak po Pierwszej Komunii Świętej pojechałyśmy z mamą na wielkie zakupy do miasta nieopodal. Dostałam trochę gotówki, którą wydałyśmy na komunijny starter pack: rower, złotą biżuterię i zegarek z białym, skórzanym paskiem. U złotnika na deptaku długo przyglądałam się błyskotkom, aż w końcu wybrałam – pierścionek z trzema cyrkonami i łańcuszek z krzyżykiem. Gdy mama podała gotówkę ekspedientce ta odparła, że skoro krzyżyk jest dla mnie, to ja powinnam za niego zapłacić. Ale jak to? Zdziwiłyśmy się i spojrzałyśmy zdumionym wzrokiem na kobietę po drugiej stronie lady.

 – A chce pani, żeby córka nosiła przez całe życie pani krzyż?

 – No nie… – odparła moja zmieszana rodzicielka, podając mi banknoty, które osobiście wręczyłam sprzedawczyni. Dziś, gdy kolejny raz poruszany jest temat zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, ta sytuacja wraca do moich myśli jak bumerang. Czy jeśli chcesz decydować za mnie, kimkolwiek jesteś, to czy jesteś też w stanie nieść mój krzyż, gdy przyjdzie mi urodzić nieuleczalnie chore dziecko?

Ale trzpionkiem? Co to jest trzpionek? Usiadłam zdumiona do komputera i zaczęłam googlować przyrząd, który jedna z bardziej leciwych kobiet z mojego otoczenia opisywała jako używany niegdyś przez wiejskie kobiety w celu przerwania ciąży. Mam. Kolec w sprzączce. Krzywisz się, gdy to czytasz? Ja też, bo wiem, że jeśli kobieta nie będzie chciała mieć dziecka, to zrobi wszystko, by go nie urodzić niezależnie od czasów, w których żyje. Wykorzysta moc ziół, którymi spędzano płody przez setki lat, ostrego narzędzia czy tabletek niewiadomego pochodzenia. Zakazy nie sprawiają, że coś przestaje istnieć. Sprawiają, że rozwija się niebezpieczna, szara strefa, w której nie obowiązują żadne standardy i zasady.

Moja mama to jedna z najmądrzejszych kobiet, jakie znam. To ona nauczyła mnie empatii, przekazała mi zdolność do rozumienia (na tyle, na ile to możliwe) uczuć drugiego człowieka. Jest kilka takich zdań, które zawsze będą mi wybrzmiewały w głowie jej głosem:

  • A kim my jesteśmy, żeby kogokolwiek oceniać?
  • Nie znasz jej sytuacji, więc nie oceniaj jej wyborów,
  • A pomyśl, chciałabyś być w jej skórze? Wiesz, jak wtedy byś postąpiła?,

I czwarte, moje ulubione, które będzie mi chyba powtarzać już zawsze,

  • Asia, więcej pokory.

Pokory rozumianej jako nieuznawanie własnej racji za jedyną słuszną, zdolność do współodczuwania, nie zaś bezkrytyczne przyjmowanie wszystkiego, co mi życie przyniesie czy siedzenia cicho jak mysz pod miedzą. W mojej rodzinie pokora i odwaga do wyrażania własnego zdania zawsze szły ze sobą w parze. A zdania, które wymieniłam, niejednokrotnie były dla mnie w życiu wieloma cennymi lekcjami. I tak się zastanawiam, gdzie podziała się pokora, empatia i miłosierdzie wszystkich tych, którzy bez namysłu odtrącają i krytykują ludzi, którzy zdecydowali się dokonać innych wyborów niż ich własne?

Wierzę w to, że wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi. I boli mnie, że struktury narodowe lub wyznania dzielą nas na lepszych lub gorszych, którzy mają mniej lub bardziej ograniczone prawa. I choć nie mam na to wpływu, to porusza mnie sytuacja kobiet w tak wielu krajach. Po prostu, po ludzku. Boli jak cholera.

Morderczyni, powie gorliwie wierząca, powołując się na boskie prawa. Ale czy Bóg, jeśli już na niego się powołujesz, nie jest przypadkiem dobry, sprawiedliwy, miłosierny? Wiem, wiem, znam dekalog, ale w przeciwieństwie do wielu przykazanie miłości też znam. Jeśli już oczywiście rozmawiamy o wierze.

Aborcja to nie wizyta u kosmetyczki. Gdy stanie się legalna, pod drzwiami klinik nie zaczną ustawiać się kolejki. To zawsze trudna decyzja, z którą stoi szereg różnych czynników. No właśnie. Decyzja, wybór.

I jeszcze na koniec: jeśli jesteś przeciwko aborcji, po prostu jej nie wykonuj, ale nie odbieraj innym kobietom prawa do samostanowienia o sobie.

 

/

migawki to pojedyncze zdania wyrwane z mojego pamiętnika. Myśli spisane po zachodzie słońca, którymi dzielę się ze światem. Może świat też myśli podobnie?

fot. Łukasz Piecyk

 

Secured By miniOrange